Radio ROMANTYKA

Nigdy Nie mów Nigdy...

01.10.2007

23:00

Poniedziałek

Med Zoom

Sympatyczne twarze ale nastawienie już niekoniecznie. Jak w kole fortuny. Portale randkowe pełne uśmiechniętych ślicznych twarzy, w różnych pozach, pozycjach i plenerach, które przyciągają oko.

Wszystko po to, by pokazać się najatrakcyjniej. Aby poznać swoją drugą połówkę, a przynajmniej posiąść tę cząstkę lukrecji, jaką jest namiastka współżycia z kimś. Możnaby powiedzieć z kimkolwiek, bo przecież nie wiemy kto kryje się za fotografią przystojnego pana.

Trudno uwierzyć w to co napisałam, ale rzeczywistość weryfikuje wszelkie obawy. Wiadomo, że gdy kłusownik chce po cichu nałowić jak najwięcej ryb, najlepiej grubych, nie bawi się w detale z wędką, tylko sięga po sieć.

Okazuje się tymczasem, że w dobie internetu łapczywi podrywacze stworzyli kombinację obu metod: skutecznie łapią w sieci.

Czarowanie w randkach

Weszłam i ja, by popatrzeć i poznać to obserwując od środka. Po zalogowaniu należy dodać swoje zdjęcie główne, ale jako uatrakcyjnienie powstały albumy do zapisywania na nich kolejnych swoich fotografi. Przeglądając zdjęcia kobiet zauważyłam dziwną rzecz... Otóż zdjęcie główne widoczne przy profilu niejednokrotnie różniło się od tego, które znajdowało się w albumie. Dziwne.

Niby subtelne różnice, ale jednak widoczne, jak to możliwe? Otóż wystarczy w wyszukiwarkę wpisać jakiekolwiek imię męskie lub żeńskie, następnie kliknąć w odnośnik "grafika" i oczom naszym jawi się cała paleta zdjęć różnych Agnieszek, Pawłów czy Ryśków. Nic tylko wybierać i dobierać na zasadzie podobieństw lub różnic, a potem już tylko wystarczy przenieść je do swojego albumu, by czarować mamić i flirtować.

Umieściłam zdjęcie główne, opisałam siebie i swoje oczekiwania względem potencjalnego partnera, a albumy uzupełniłam fotkami (swoimi) i czekałam. Nie trwało to długo. Już tego samego dnia zaczęłam odbierać wiadomości. Pisali różni wolni i Ci, którym własne żony już się widocznie znudziły.

Ci drudzy mają się za sprytnych. Nie umieszczają swoich zdjęć na stronie, wysyłają je na wyraźne życzenie rozmówcy. Ja też o takie prosiłam i jakież było moje zdumienie, gdy wolny Pan interesujący o lekkim piórze na wysłanym przez siebie zdjęciu na ręku miał obrączkę.

On ma żonę

Odpisałam, pytając czy ma żonę. Odpisał, że owszem ale przecież to chyba nie popsuje tak miło rozpoczętej rozmowy.

Mylił się.

Serdecznie go pożegnałam, a Pan napewno już dokładnie oglądał wysyłane później przez siebie fotki pamiętając, by prawa ręka z widoczną obrączką zawsze lądowała w kieszeni podczas robionego zdjęcia.

Zabawne doświadczenie. Żałosne doświadczenie. A czy ktoś zastanowił się, co zrobi gdy dojdzie do spotkania w tak zwanym realu? Obrączkę można schować (ważna uwaga aby jej nie zgubić), telefon komórkowy wyłączyć, a potem już można pławić się w krzywo pojmowanym pojęciu szczęścia, mamiąc swoje towarzyszki wizją wspólnego wspaniałego życia.

Bez zdrowego rozsądku i odpowiedniego podejścia w ogóle nie radzę zaczynać szukania, bo można zamiast szczęścia znaleźć jedynie rozczarowanie, a efekty mogą być opłakane w skutkach...

Autor tego moBloga

DYDYMUS
nokia
nokia

Mój telefon:

Nokia N95
Moje zdjęcia
Moja muzyka
Moje wideo

Nick na YouTube: dydymus

Ulubione | Dodane

Brak
Brak
z « »